poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Przesyłka dla mnie w ramach kryminalnej majówki

Z poprzednich wymianek również jestem bardzo zadowolona ale z tej szczególnie. A wszystko dzięki Ulkaaz bo to od niej dostałam przesyłkę niespodziankę.
Od razu wiedziałam, że przesyłka jest w ramach kryminalnej wymianki, którą tradycyjnie zorganizowała Sabinka. Z wielkim zainteresowaniem otworzyłam wielką kopertą i ze środka wyjęłam część zawartości. Słodkości i jakiś woreczek... W kopercie było jeszcze coś zapakowane w papier do pakowania prezentów i owinięte szarym sznurkiem. Znowu niespodzianka... Co jest w środku?
Na samym końcu z koperty wyjęłam coś dla mojej Emilki. Ulkaaz nie zapomniała o mojej córci. I w ten sposób miło mnie zaskoczyła.
To chcecie już zobaczyć czym sprawiła mi taką radość? Zobaczyć możecie ale czytała będę tylko ja, ha!

dwie książeczki i dwie zakładeczki, które skradły moje serce i już są moimi ulubionymi zakładkami

Tych książek jeszcze nie czytałam i chętnie się zanurzę w treści. Alex Kave bardzo lubię a dodatkowo mam w domu prawie wszystkie jej książki wydane w Polsce więc ucieszyłam się ze "Zła koniecznego". Cobena znam ale tej nie czytałam i chętnie przypomnę sobie twórczość tego autora.


Prócz książek dostałam słodkości. Kinder Bueno w trakcie fotografowania trafiło w małe rączki i nim się zorientowałam było już bez papierka i znikało w małej buzi.
W tajemniczym woreczku były herbaty. Zieloną z lawendą już jedną wypiłam i była pyszna. Polecam Wam te herbatkę. Sama ją kupię jak w sklepie spotkam. Nie piłam jeszcze takiej z lawendą.

A to dla Emilki książeczka, której się nie spodziewałam. Nie znałam tej serii i przygód Franklina ale już znam. Emilka też bo przed spaniem obydwie poznałyśmy się z miłym żółwikiem i lektura książeczki już za nami.
Ale to nie ostatnia książeczka z Franklinem w roli głównej. Wydawnictwo debit ma swoja siedzibę w Bielsku Białej a tam do liceum chodzi Emilki chrzestny więc w najbliższym czasie kilka kolejnych książeczek trafi do nas poprzez ręce Emilki chrzestnego.


Ja do książek nie sięgnę wcześniej niż w czasie majówki bo z takim przeznaczeniem dotarła do mnie cała przesyłka. Herbata nie dotrwa do maja, oj nie. Za słodkości nie biorę odpowiedzialności. Ja nie ale jak mój mąż otworzy szafkę, gdzie one są schowane to ja nawet nie będę wiedziała kiedy znikną.
No to tyle u mnie w ramach wymianki.
Bardzo dziękuję Sabinko za zorganizowanie tej, szczególnej dla mnie wymianki. Tobie Ulkaaz za świetny wybór książek i trafionych dodatków a Wam wszystkim za udział. Mam nadzieję, że spotkamy się w następnej, wakacyjnej wymiance.

piątek, 13 kwietnia 2012

13-go wszystko zdarzyć się może... audiobook do wzięcia i moje wrażenia po lekturze

Dawno mnie nie było w postaci posta na swoim blogu. Ale na Waszych jestem codziennie.
Ale dzisiaj jest 13-go w piątek - moja ulubiona data więc jestem tu, żeby Wam coś zaproponować.

Co powiecie na audiobooka Danuty Wałęsy?


Zasady jak zawsze:
- komentarz pod tym postem - każdy komentarz się liczy,
- podlinkowane zdjęcie na swoim blogu, aktywny link - będę sprawdzała, taka zołza jestem.

Wybór będzie subiektywny. Nie będzie losowania tylko sama wybiorę jeden komentarz, który najbardziej mi się spodoba. Możecie więc śpiewać, tańczyć, recytować, robić miny, opowiadać dowcipy, w komentarzu zostawić tylko kropeczkę albo co Wam do głowy przyjdzie. Ja wybiorę jedną osobę, do której audiobook w formacie mp3 powędruje.
Losowanie w majówkę a dokładniej 3 maja - ważne święto dla naszego narodu. Tak patriotycznie się zrobiło. Wyniki postaram się podać tego samego dnia czyli 3 maja właśnie.

No to kto pierwszy?

Tę książkę przeczytałam w dwa dni.
Napisana jest prostym (zbyt prostym), codziennym językiem. Czyta się tak jakby się słuchało opowiadania autorki. Ale zmęczyła mnie ta lektura. Danuta Wałęsa nie jest konsekwentna w swoim pisaniu i we wspomnieniach. Dla przykładu. Pisze, że po urodzeniu pierwszego dziecka nie dostała kwiatów od męża. Jakiś czas dalej pisze, że gdy urodziła drugie dziecko nie pamięta czy dostała kwiaty podobnie jak przy pierwszym synu. A opisując historię przyjścia na świat pierwszej córki przeczytałam, że podobnie jak przy poprzednich dzieciach, mąż nie odebrał jej ze szpitala z kwiatami.
Przy rozdziałach związanych z polityką (a to prawie cała książka) nudziłam się i miałam wrażenie, że wszystko to autorka już napisała w poprzednich rozdziałach.
Jak dla mnie, najbardziej interesującą częścią książki były zdjęcia.
Zastanawiałam się jakie są plusy tych wspomnień. Oczywiście fakt, że wiele spraw autorka sprostowała i poznaliśmy jej punkt widzenia. Podziwiam ją za jedną rzecz. Za to, że dała radę przy ośmiorgu dzieciach choć czasami miała dosyć. Że wciąż trwała przy mężu i trwa do dzisiaj. Nie odniosłam tylko wrażenia, że teraz potrafi już u męża dopominać się o swoje. Ale to tylko moje odczucia.

Choć książka jest gruba dobrze się czyta. Bardzo dużo czytelnik dowiaduje się o uczuciach i emocjach autorki do męża, dzieci, rodziny czy sytuacji, w jakiej się znalazła ze swoją rodziną. No i to tyle według mnie co można z tej książki wyciągnąć...
A sięgnęłam po wspomnienia Danuty Wałęsy z czystej ciekawości. Póki co ten gatunek literatury nie należy do moich ulubionych.

czwartek, 22 marca 2012

Wiosennie, słonecznie i od razu żyć się chce

Bo słoneczko tak ładnie dzisiaj świeci. Świeciło i dwa dni temu. Wczoraj było trochę gorzej ale my z Emilką i tak chodzimy trzy razy dziennie na spacerek. Najpierw rano po chleb i inne domowe sprawunki. Wracamy około godzinki później to Emilka je drugie śniadanko. Powiecie, że po chleb godzinę nas nie ma? A bo my idziemy za rączkę, bez wózka powoli. Zbieramy kamyki, oglądamy samochody. Trafi się coraz częściej motor (ulubiony Emilki) i koparka. A to gdzieś piesek po podwórku biega, czasem kotek pod drzewkiem siedzi. Dużo atrakcji w każdym razie po drodze po chleb i bułeczkę dla Emilki. No więc po powrocie Emilka je śniadanko i ja też. Chwilkę w domu zabawiamy, siku do nocnika i znowu się ubieramy na spacerek. Idziemy sobie zależnie od pogody i celu podróży albo za rączkę albo wózkiem. A że coraz ładniejsza, wiosenna pogoda to chodzimy sobie do parku, tam gdzie coraz więcej dzieci albo na działki pracownicze bo tam zielono, cicho i dużo roślinek. No i coraz więcej działkowiczów robi wiosenne porządki. Oczywiście pieski i kotki też są. Wracamy do domku, obiad dla Emilki, bieganie w domu za kotkami, pieskiem, pomaganie mamie albo i psocenie ociupinkę. Zależnie od uwagi mamy. Wygłupy z babcią. Po obiedzie chwilka na zabawę, sikanie do nocnika i przebieramy się w piżamkę i siup do łóżeczka. Emilka grzecznie usypia sama w trzy minuty. I nawet wiercenie dziur w ścianach nie przeszkadza dziecku w spaniu. A wiercenie bierze się stąd, że ocieplamy dom i roboty za oknem co niemiara.
Po spaniu Emilka zjada podwieczorek, pije soczek albo coś innego i zbieramy się znowu na godzinny spacerek. Wracamy do domu około 18:00 albo 18:30 i zostajemy już w domu. No i tak do kąpania o godz 19:30. Potem już kolacja i wygłupy do 21:00. Myjemy rączki, ząbki, robimy siku i znowu Emilka idzie do łóżeczka spać. Usypia w trzy minuty.
Cudowne dziecko...
A tak wiosennie dzisiaj Emilka się prezentowała na spacerku.

Śmieję się, że Emilka może już iść do przedszkola. Sama je już nawet zupkę (tylko trochę i czasem wylewa się jej z łyżki), sama pije z kubeczka z dwoma uszkami. Zaczyna się sama ubierać. I co z tego, że kurteczkę umie założyć tylko na jedną rączkę? Na drugą się niedługo nauczy zakładać ubranko. A dzisiaj przed spacerem wzięła buciki i zaczęła wiązać kokardki ze sznurówek... Skarpetki i spodenki też ćwiczy w zakładaniu. Czapka za to zawsze bez problemu ląduje już na głowie.

Przed nami wiosenne zakupy. Kurteczka na teraz i potem na jesień, buciki, czapka, bluzeczki i jakieś spodnie. Generalnie na wiosnę musimy wymienić prawie całą garderobę. Dawno nic ubraniowego nie kupowałyśmy. No i mi też się coś przyda.
Emilka już zdrowa jak widać na zdjęciu. Po tygodniu wirusa przyszła pora na grypę żołądkową dziecka. Łącznie więc przez dwa tygodnie dziecko było chore co odbiło się najbardziej na braku apetytu. Za to teraz Emilka rusza buzią cały dzień i je każdą ilość, jaką jej dam. Po jedzeniu ma brzuszek jak najedzone małe kociaki.

W domu tez wiosna. W sypialni stoją różowe tulipany. W kuchni moje ulubione - żółty strong. Gatunek, który jest najtrwalszy i najdłużej stoi w wazonie. No bo w Biedronce 10 sztuk kosztuje 7,99zł... Jak tu się oprzeć?
Pozdrawiamy Was wiosennie i dziękujemy za miłe słowa gdy Emilka chorowała.

piątek, 9 marca 2012

Ogłoszenia duszpasterskie

No bo jak to nazwać inaczej?
Emilka ciągle jeszcze ma biegunkę i średnio z apetytem. Choć energii i humoru jej nie brakuje. Jakimś cudem kilka dni temu udało się połknąć całą dawkę leków. Bez wypluwania, bez wyrywania się, bez płaczu i wojny. Nie wiem jak to się stało ale teraz grzecznie otwiera buzię i połyka a potem pokazuje babci i dziadkowi jaki syrop był pycha, pycha i klepie się rączką po brzuszku.
Z powodu choroby Emilki i naszej też bo i nam się oberwało, nasz wyjazd w góry oddalił się na trzy miesiące. Mieliśmy jechać do mojego chrześniaka na jego 18-ste urodziny. Mój chrześniak jest też chrzestnym Emilki, żeby wszystko zostało w rodzinie... Pojedziemy w góry ale na początku czerwca na wesele to starszego braka mojego chrześniaka. Tak się przy okazji składa, że przyszły Pan Młody ze swoją narzeczoną w sobotę za tydzień nas odwiedzą w celu oficjalnego zaproszenia na ślub i kilkudniowe wesele. Doczekać się imprezy nie mogę. Emilka już ćwiczy tańce weselne przy muzyce disco polo.

Dobrze, już dobrze.
Czekacie na informacja dotyczące losowania książki za komentarz lutowy oraz ze stosiku. Książka ze stosiku powędruje do Przeczytajki. Nie zdradzę jaka to książka bo to będzie dla Ciebie niespodzianką. Do środy czekam na adres do Ciebie. Podeślij mi go na e-maila.
Druga książka, też niespodzianka za komentarz zostawiony w lutym wędruje do Aleksandry. Również czekam na Twój adres do środy włącznie.

Życzę Wam wszystkim udanego weekendu. Ja przez chorobę Emilki średnio mam ochotę na cokolwiek. Również na czytanie książek...
Dobrze, że wesele tuż, tuż a potem w sierpniu upragniony urlop. Jupi!

niedziela, 4 marca 2012

Jak nie urok to sraczka - podanie leku dziecku

że Emilka chora to wiecie. Wczoraj w nocy doszły wymioty a dzisiaj przez dzień biegunka. Kolejna noc zawalona bo spałam jak mysz pod miotłą nasłuchując, czy Emilka nie wymiotuje, czy się nie krztusi i czy trzeba jej pościel oraz piżamkę zmienić. Dać pić, umyć buzię i łapki i znowu spać. Pojechaliśmy więc na dyżur do szpitala, żeby się dziecko przez noc nie męczyło. Pani doktor zdiagnozowała to co ja wiedziałam: grypa żołądkowa. Eh a miałam nadzieję, że nas ominie. Nie udało się. Emilka przez cały dzień zjadła tyle co kot napłakał. Nie wspominając o tym, że od poniedziałku przez chorobę o apetycie można pomarzyć. A dziecinka moja waży 9,900kg więc każde 100 gram spadku wagi u niej jest szybko widoczne. Na szczęście dziecku humor raczej dopisuje nie licząc szybszego niż zwykle zmęczenia i lekkiego rozdrażnienia.
Pani doktor przepisała nam więc dzisiaj po 5ml syropu na uspokojenie biegunki i drugiego na zaniechanie wymiotów. Szkoda tylko, że równocześnie z lekarstwami nie można przepisać sposobu na ich podanie. Bo moje dziecko żadnych lekarstw nie chce przyjmować. Nie ważne jakie: dobre czy złe, słodkie, kwaśne, smaczne czy do dupy... Wypluwa od razu po podaniu. I możemy próbować dawać łyżeczką do lekarstw, łyżeczką do herbaty, do zupy, Emilki łyżeczką, strzykawką dla dzieci do lekarstw, na leżącą, na siedzącą czy jak tylko sobie wymyślisz. Za każdym razem lekarstwo ląduje na buzi dziecka, na szyi, na ubraniu i dookoła. I w rezultacie nie wiem czy z 5 ml moje dziecko przyjęło choć połowę dawki leku...
Znacie jakieś czarodziejskie sposoby, żeby Emilka połknęła lekarstwo? Ja nie znam. Gdyby ktoś zobaczył jak Emilka przy tym płacze to poszłabym siedzieć za znęcanie się nad dzieckiem choć jej nic nie robię... A lek podać muszę i to najlepiej tak, żeby Emilka całą dawkę połknęła bo inaczej obydwie wylądujemy wśród lekarskich fartuchów a średnio mi się to widzi...

czwartek, 1 marca 2012

Gorzej niż tragicznie

Od kilku dni tak się czuję. I ja i Emilka. Obydwie mamy gorączkę, kaszlemy i męczy nas katar. Przy tym dochodzi brak apetytu, ogólne osłabienie organizmu. Emilka na szczęście może większą część dnia i nocy w łóżeczku spędzić na spaniu, z czego bardzo się cieszę bo nie muszę jej wówczas dźwigać. Bo ja nie mam siły na noszenie słodkiego ciężaru. Ba. Nawet nie mam siły głowy umyć, sprzątnąć w chałupie czy obiadu ugotować. Ale przecież świat się nie zawali jak tego przez kilka dni nie zrobię. Ważne, żeby dziecko miało co jeść, było czyste, nie zasmarkane i leki miało na czas podane. No i jeść dostało choć z apetytem to u niej tak jak u mnie z siłą ostatnio...
Dzisiejsza noc to była tragedia. Emilka co kilkanaście minut się budziła. A to smoczek, a to pić, a to przykryć ją musiałam. A to katar albo coś się jej śniło. I gorączka w nocy męczyła. Co już przysypiałam to Emilka znowu potrzebowała opieki. A jak dziecko już usypiało i ja się w łóżku umościłam to mąż chrapaniem dawał do wiwatu tak, że już miał się do drugiego pokoju wynieść. Dopiero około 6 rano trochę przysnęłyśmy. O 10 przebudziłyśmy się, Emilka godzinę w piżamce po domu pochodziła, mleko wypiła, poprzytulała się do mnie i do babcie i pokazała paluszkiem, że do łóżeczka chce. I teraz śpi spokojnie. Nie to co w nocy...
A ja nie mam siły i chęci poczytać...

Wiem, że luty już za nami i czekacie na ogłoszenie do kogo powędruje książka za komentarze. Ale poproszę Was jeszcze o trochę cierpliwości. Podam tę informację do Waszej wiadomości jak poczuję się ciut lepiej. Żebym nie musiała nosa co chwilę wycierać pakując książkę i choroby żebym jednej z Was nie wysłała w przesyłce.