środa, 13 kwietnia 2011

Stosik i imię z literek

Dzisiaj pokażę Wam pierwszy stosik. Nigdy na książki "do przeczytania" nie patrzyłam pod kątem stosików. A gdybym miała tak paterzeć to książki, które przybywają do mojego domu z prędkością światła, co chwila sięgałyby do sufitu. W koszyczku wiklinowym leżą książki, do których też muszę się zabrać ale jakoś te na stole leżąće mają pierszeństwo.
No więc oto mój stosik:
Od dołu lecąc:
-"Kufer babki Alicji" Danuta Noszczyńska (przeczytana z biblioteki)
- "Wykolejony" James Siegel (z biblioteki)
- "Dziewczęta z Szanghaju" Lisa See (z biblioteki)
- "Ulica marzeń" Lisa Jewell (z Matrsa za 4,90zł)
- "Villa Mirabella" Peter Pezzelli (z Empiku)
- "Kochaj i tańcz" Manula Kalicka (z Matrasa z 3zł)
- "Detektyw i panny" Magdalena Lewańska (Włóczykijka)

No właśnie. Z biblioteki bo u siebie nareszcie do biblioteki się zapisałam. Jest to o tyle dziwne, że owszem, do biblioteki należałam ale w starym miejscu zameldowania. W poniedziałek nareszcie poszłam do tutejszej i oto jestem czytelniczką tutejszej biblioteki.
W Matrasie bywałam ale nie wiedziałam, że tam mają takie "kosmiczne" ceny: 3zł, 4,90zł... Zdarza mi się kupować książki po 9,90zł ale po 3zł albo 4,90zł to nie. Zawsze musi być ten pierwszy raz.
W Empiku jak jestem to zawsze z książką wyjść muszę więc zbędny komentarz.


Książka dotarła do mnie od Tajemnicy. Dziękuję. Na zdjęciu nie ma słodkości bo zostały pożarte przez mojego męża... A mówią, że to kobiety kochają słodkie...

No i z Włóczykijki dotarła do mnie druga pozycja "Detektyw i panny" Magdy Lewańskiej. Mam mieszane uczucia co do tej książki ale to się okaże w trakcie czytania. Właśnie dzisiaj się z nią zmierzę.

Nareszcie przyczepiłam z mężem literki nad łóżeczkiem małej. Literki już dobry miesiąc na to czekały aż się doczekały. Ich miejsce jest tymczasowe dopóki Emilka nie będzie miała swojego pokoju. Ponieważ w nocy się budzi i przytula się do piersi to śpi z nami w sypialni. Ale literki wiszą i cieszą moje oko


Zdjęcie zrobione jest przez szyjącą te literki czyli domową pracownię


A to już moje szczęście śpiące w naszym łóżku w ciągu dnia


Przede mną bielenie mebli sosnowych. Mam witrynę z szybkami, kwie duże komody i stół. Do tego muszę załatwić (kupić, zdobyć) pokrowce na krzesła i krzesła do stołu.
Przyznam, żeb Wasze blogi o urządzaniu są dla mnie inspiracją i trochę od Was ściągam pomysły.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Po lekturze "Sosnowego dziedzictwa" Marii Ulatowskiej

z akcji Włóczykijka Dziękuję za możliwość przeczytania i uczestniczenia w akcji.



Tak jak napisał Bujaczek, bałam się, że po przeczytaniu kilku stron książki, odłożę ją na półkę a raczej odeślę dalej. I tu byłby problem bo jak napisać recenzję książki, której się nie przeczytało?
Przyznam, że z tą recenzją i tak miałam (mam) kłopot.
Książka przeczytana bez problemu czy odkładania na później. Gdyby nie małe dziecko w domu, przeczytałabym ją za jednym razem. A tak czytanie podzielone na trzy razy. Czyta się ją szybko i lekko. Nie będę opowiadała o czym jest lektura.

Pierwsze strony to moja radość bo najpierw siedziałam na tarasie dworku wśród drzew, pachniała trawa, śpiewały ptaki. Poznałam fajnych ludzi, poznałam swoją rodzinę, swoją historię, poznałam swoją miłość (?) Zaskoczyła mnie pana Malinka, pan Dionizy.Czułam wiatr i słońce. Czułam w okolicy jezioro. Nareszcie miałam psa. Ba! Miałam też corollke. Fotografowałam wszystko i wszystkich bo fotografia to moje drugie ja. Później miałam od cholery na głowie bo remont mi się zgotował. Ale co tam! Jedząc śniadania na balkonie swojej nowej chaciendy byłam w stanie wiele znieść. Na szczęście jakoś los mi sprzyjał i wszystko pomyślnie się układało. Ludzie mili, uczynni i bezinteresowni. Pogoda idealna (ani razu deszczyku), samochód się nie psuł, choroby nie dopadały, złodzieje chyba nie wiedzieli o moim istnieniu…
A potem… Potem się ocknęłam i zorientowałam, że to koniec. A raczej dalszy ciąg historii, która ukaże się w maju bieżącego roku. I czekam z niecierpliwością bo lubię książki, które czyta się szybko i przyjemnie. To nic, że wszystko takie idealne i nie ma zaskoczenia. Nie szkodzi, że nie ma nagłych zwrotów akcji a już na szczęście, że krew nie leje się strumieniami. To nie jest romans a raczej opowiadanie napisane potocznym językiem.
I jedno co mnie w trakcie czytania martwiło i na co, co kilka stron zwracałam uwagę. Patrzyłam ile jeszcze mi stron zostało do końca miłego czytania… Bo nie lubię cienkich książek jak mi się dobrze czyta…
Przyznam się Wam. Tak naprawdę od razu zwróciłam uwagę, że będzie ciąg dalszy bo uwielbiam na dzień dobry wiedzieć, że będzie kontynuacja. Wtedy czytam i wiem, że będzie więcej

Czy przeczytać? Sami zdecydujcie.

A teraz czekam na następną pozycję polskiego autora z Włóczykijki. Przede mną "Detektyw i panny" Magldaleny Lewańskiej.

Książka z akcji Włóczykija przekazana przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka

piątek, 8 kwietnia 2011

Marzenia się spełniają

Oj tak :) Odkąd oglądam Wasze cudeńka to ja też zapragnęłam kilka mieć w domu. A że dwie lewe rączki do szycia i nawet guzika prosto przyszyć nie potrafię, Romantyczna kobieta mi pomogła :) Tkanina moja ale robota jej. Romantyczna kobieto bardzo Cię dziękuję bo jestem zachwycona. Za każdym razem jak patrzę na Twoje cudeńka u mnie w domu to mi się mordka uśmiecha. A obok woreczka z lawendą obojętnie przejść nie mogę więc wącham za każdym razem jakżem w sypialni jest.
Już Wam pokazuję te cudeńka:




i jeszcze serduszko na szydełku zrobione teraz wisi sobie na lampce w sypialni. Lampka miała ciemno czerwony (burdelowy) abażur ale został zmieniony na ecru. Jeszcze tylko muszę trzon lampki bielą potraktować i lampka elegancka :)

To tyle z mojego chwalenia. Jeśli zaś chodzi o tkaninę, z której mam podusie i inne duperelki, to będę ją kupowała teraz na zasłony i większą ilość woreczków z lawendę i nie tylko. Jeśli komuś tkanina przypadła do gustu dajcie znać. Kupię większą ilość.

A poniżej jeszcze kilka fotek ze spaceru z moją córcią w jej nowym wozie :) Ależ ona ma z tego uciechę. A ludzie jak ją widzą w wozie to śmieją się jeszcze bardziej. Ja zresztą też się uśmiecham bo jakże nie?


środa, 6 kwietnia 2011

Wóz drabiniasty i inne niespodzianki

O co chodzi z wozem?

Niespodziewajka to prezent od dziadka dla wnuczki. Moja córcia dostała taki oto prezent: wóz drabiniasty właśnie :)

Dostałam prezent od Palmette

Z książki już zrobiłam użytek bo tekst wpisałam na kartkę dla kogoś mi bliskiego. Nie, nie dla męża :) Dla kogo? Snujcie domysły... A biżu będzie dodatkiem do mojego brązowego, ażurowego swetra. Dziękuję Palmette :)

A teraz na stole czeka na mnie to:
Książka z Akcji Włóczykijka

Więc wieszam na klamce napis: NIE PRZESZKADZAĆ i zaszywam się w "Sosnowym dziedzictwie"...

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

96 końców świata - 10 kwietnia 2010

Jak już się chwaliłam, wylosowałam książkę na dobry początek swojego blogowania. Szczęście mi dopisało. Dzisiaj książka dotarła do mnie.
Zdjęcie pochodzi z bloga http://zakurzonapolka.blogspot.com


Wracająz ze spaceru z córką przeczytałam pierwsze 3 strony.
I przyznam, że wciągnęła mnie lektura.
Tak, jak po 10 kwietnia miałam (i mam do dzisiaj) dosyć szumu wokół tragedii, wzjemnych oskarżeń, obelg, zrzucania winy, wymyślania teorii spiskowych, stawiania pomników na każdym kroku śp. Kaczyńskim, nadawania imienia Lecha Kaczyńskiego każdej nowej budowie, ulicy czy skwerowi, tak lektura od pierwszej strony budzi emocje.

I zmykam już czytać bo lada dzień dotrze do mnie "Sosnowe dziedzictwo" Marii Ulatowskiej z akcji Włóczykijka i będę miała lekturę na najbliższe kilka nocy :)
A recenzję 96 końców świata przekażę po lekturze. I zoragnizuję wędrującą książkę więc bądźcie czuje. Ale to za jakiś czas bo do lektury ustawiło się już pół rodziny :)

Aha. I przypadkiem znalazłam bloga koleżanki ze starej pracy. Zapraszam do jej odwiedzenia. Bardzo pozytywnie zakręcona dziewczyna z niej :)

niedziela, 3 kwietnia 2011

Gorszy dzień i CANDY

Nie jestem przesądna i bardzo lubię 13 dzień miesiąca a zwłaszcza jak wypada w piątek. Serio.
Ale dzisiaj nie jest 13 -tego w piątek. Rzadko mam takie dni jak dzisiaj. Raz na rok. I dzisiaj ten dzień właśnie jest.
Pojechałam rano na Olimie poszperać w starociach. A że mam kawałek to samochodem pojechałam. Mała w domu została ze swoim ojcem więc chciałam też szybko wrócić.
Jak zawsze na Olimpi nie ma gdzie zaparkować. Szukałam, szukałam i szukałam. Już miałam wracać ale zauważyłam wolne miejsce. Zadowolona zaparkowałam i poszłam. Wracając już widziałam migające na niebiesko światła. Straż Miejska... Eh. No i dostałam mandat 200zł bo zaparkowałam w miejscu z zakazem i to na chodniku nie zostawiając 1,5 metra wolnego chodnika dla pieszych. Eh
A wcześniej szukając miejsca do zaparkowania i cofając uderzyłam zderzakiem w słupek, którego nie widziałam.
To jest ta gorsza wiadomość. Mąż jeszcze nie wie bo się nie przyznałam. A jak coś będzie mówił to się wyprę. Przecież to on codziennie samochodem jeździ...

A dobra dla Was jest taka, że będą cukierki. CANDY ogłaszam wszem i wobec. Sama szukam u Was cukierków i nawet mam szczęście więc trzeba się odwdzięczyć i Wam rozdać cukierki.
A nie będzie to jeden cukierek. Obdaruję kilka z Was. Ile - to się okaże. Będzie niespodzianka. Dwa cukierki: po jednym dla każdej szczęśćiary. Jeden cukierek - niespodzianka dla obserwujących.

A CANDY wygląda tak:

albo takie CANDY

Wybór należy do Was. Króliczka tildowa jest przeze mnie nabyta w drodze kupna. Ja mam dwie lewe ręce do szycia :) Drugi cukierek to książka z koszyka, którą dla Ciebie wybiorę. Zdecydujcie w komentarzu, które CANDY chcecie. Losuję dwie osoby.
A dla obserwującej blogerki albo podglądaczki będzie CANDY niespodzianka. Ja już wiem jaka :) A WY możecie się domyślać.

A zasady CANDY tradycyjne:
- umieść baner w pasku bocznym swojego bloga,
- jeśli nie posiadasz bloga podaj w komentarzu swój email,
- w komentarzu napisz który cukierek chcesz mieć u siebie :)

Losowanie zrobię w Dzień Matki czyli 26 maja


A koszyczek na zdjęciu to mój nowy zakup. Nabyłam go w IKEI - mój ulubiony sklep, z myślą o książkach. Te, które chcę przeczytać w niedługim czasie zawsze mi się walają bo pokojach. A teraz są w jednym miejscu i wiem ile mam do czytania chociaż :) A uwielbiam czytać, uwielbiam!

Zastanawiam się od jakiegoś czasu, dlaczego skandynawskie blogi o wnętrzach, urządzaniu domów cieszą się takim powodzeniem? Chociaż nie. Moje pytanie brzmi, dlaczego skandynawskie blogi są takie fajne i te mieszkania cudnie urządzone. Wszystko do siebie tak pasuje. Ja też takie mieszkanie poproszę :)

A teraz wybierajcie cukierki i wpisujcie się, wpisujcie.