Ano tak. Przede mną. Przed Wami. Zmmiany.
Przed Wami zmiana mojego bloga. A raczej jego szaty graficznej. Dzięki pomocy Bujaczka mój blog teraz wygląda tak. Przyznam się Wam, że gdy na zmianę się decydowałam, nie miałam pojęcia jak chciałabym, żeby wyglądał. Krok po kroku i rysowała się jego nowa szata. Na koniec blog prezentuje się, według mnie, dużo ładniej, bardziej elegancko. A przy tym dominują kolory neutralne, które lubię najbardziej.
Zmiana przede mną to żłobek Emilki. Jutro po przebudzeniu i wypiciu mleka przez Emilkę, wsiadamy w samochód i jedziemy do nowego miejsca. Nowe miejsce dla Emilki i dla mnie. Nowa sytuacja dla niej i dla mnie. A najbardziej tę zmianę i nowe miejsce będę przeżywała ja a nie Emilka. To ja po zostawieniu córki w żłobku, wsiądę do samochodu i zamiast jechać od razu do domu, popłaczę w samochodzie i jak mi przejdzie to dopiero ruszę w drogę powrotną. Trzymajcie za mnie kciuki bo jutrzejszy dzień będzie trudny bardziej dla mnie niż dla Emilki... A od października, gdy wrócę do pracy znowu zmiany bo organizacja życia po powrocie do pracy.
A za kilkanaście dni zapraszam do siebie na Jesienną wędrówkę książki. Jaka to będzie książka i o co chodzi z wędrówką dowiecie się za jakiś czas. Zdradzę tylko, że będziecie mogły gościć u siebie przez kilka dni książkę polskiej autorki. Według mnie, książkę trzymającą w napięciu do końca i porywającą od początku. Kto chętny niech pamięta do mnie zaglądać. To już lada dzień. A jutro napiszę Wam kto będzie nowym właścicielem "Lunchu w Paryżu". Jutro losowanie candy.
środa, 31 sierpnia 2011
wtorek, 30 sierpnia 2011
Urodzinowy prezent...
Nie, nie dla mnie bo do moich urodzin jeszcze cztery miesiące. Stety, niestety (?) ...
Ale mogę Wam już pokazać jaki prezent dostał ode mnie ktoś mi bliski. Prawdziwy przyjaciel. Tak, przyjaciel, nie przyjaciółka.
Prezentowane przeze mnie zdjęcie jest własnością Brises a wszystkie fotki i całość prezentu zobaczycie tutaj
Brises jest czarodziejką i jeśli nie macie pomysłu na prezent a chcecie podarować coś wyjątkowego to z pewnością Brises coś dla Was wyczaruje...
Do kompletu jeszcze kartka z życzeniami w środku.
Tak, jak zawsze długo myślę nad prezentem, żeby był trafiony i indywidualny, tak tym razem problemu nie miałam. Odkąd znam Brises i jej rękodzieło, od dawna wiedziałam, że prezentem dla przyjaciela będzie album. Oj, nie. Z prezentem był problem bo dłuuugo zdjęcia wybierałam i myślałam nad podpisami przy zdjęciach, żeby to ze sobą współgrało. A pomysł oraz wykonanie prezentu to już cudowna Brises.
Aniu, bardzo Ci raz jeszcze dziękuję bo sprawiałaś radość nie tylko obdarowanemu ale również obdarowującemu. I z pewnością jeszcze nie raz zaufam Tobie, Twojej wyobraźni i zdolnym rękom.
Już wiem co dostanie mój chrześniak na swoje osiemnaste urodziny. Zgadnijcie co?
Ale mogę Wam już pokazać jaki prezent dostał ode mnie ktoś mi bliski. Prawdziwy przyjaciel. Tak, przyjaciel, nie przyjaciółka.
Prezentowane przeze mnie zdjęcie jest własnością Brises a wszystkie fotki i całość prezentu zobaczycie tutaj
Brises jest czarodziejką i jeśli nie macie pomysłu na prezent a chcecie podarować coś wyjątkowego to z pewnością Brises coś dla Was wyczaruje...
Do kompletu jeszcze kartka z życzeniami w środku.
Tak, jak zawsze długo myślę nad prezentem, żeby był trafiony i indywidualny, tak tym razem problemu nie miałam. Odkąd znam Brises i jej rękodzieło, od dawna wiedziałam, że prezentem dla przyjaciela będzie album. Oj, nie. Z prezentem był problem bo dłuuugo zdjęcia wybierałam i myślałam nad podpisami przy zdjęciach, żeby to ze sobą współgrało. A pomysł oraz wykonanie prezentu to już cudowna Brises.
Aniu, bardzo Ci raz jeszcze dziękuję bo sprawiałaś radość nie tylko obdarowanemu ale również obdarowującemu. I z pewnością jeszcze nie raz zaufam Tobie, Twojej wyobraźni i zdolnym rękom.
Już wiem co dostanie mój chrześniak na swoje osiemnaste urodziny. Zgadnijcie co?
niedziela, 28 sierpnia 2011
Złote myśli Emilki - złote, słodkie dzieciństwo
Taki dzisiaj tytuł przyświeca mojemu wpisowi.
Jakiś czas temu poprosiłam Brises, żeby zrobiła dla mnie - dla Emilki taki notes do zapisywania słówek i powiedzonek Emilki. Powiecie, że Emilka jeszcze nie mówi. Ano nie mówi ale potem pomysł z głowy mi wyleci i gdzie wówczas będę to notowała? A tak już mam i mam pomysł jak te wpisy będą wyglądały. Prócz sytuacji i historyjek będą tam również zdjęcia. A jeśli Emilka będzie taka pomysłowa jak jej mamusia, to chyba już muszę u Brises zamówić kolejne notesy na złote myśli i sytuacje oraz pomysły Emilki...
A notes prezentuje się tak:
Zdjęcie zrobione przez Brises a ja w żadnych razie nie przypisuję sobie własności do zdjęcia. Resztę zdjęć i jak wygląda cały notes zobaczycie u czarodziejki Brises.
Pozostając w temacie dzieci. Brises zrobiła mi też ramkę ze zdjęciem Emilki. Ale pokażę ją Wam jak Brises pokaże ją u siebie. Ramka stoi na komodzie w sypialni i cieszy oko. Nie tylko mamy i taty Emilki ale każdego, kto nas odwiedza.
Już wiem, że takie ramki ze zdjęciem Emilki sprezentuję kilku osobom m.in chrzestnemu naszego szkraba i pradziadkom. A potem następne pomysły na prezenty i następne i następne... Żeby tylko Brises miała czas i ochotę tworzyć dla mnie te cudeńka...
Za dwa tygodnie wybieramy się na 1 urodziny Majeczki. To córka naszych znajomych. Prezent dla Majeczki już gotowy i za dwa dni będzie u mnie. Ale pokażę go Wam dopiero po 10 września, żeby mama Majeczki nie zobaczyła prezentu wcześniej niż to zaplanowałam. Oczywiście prezent to też rękodzieło, oryginalna i niepowtarzalna rzecz. Odkąd założyłam bloga i widzę, jakie rzeczy robicie, nie potrafię przejść obok tego obojętnie i jak tylko nadarza się okazja, to zamawiam u Was i mam. Bo nie robię już takich zakupów w normalnych sklepach tylko u Was, koleżanki blogowiczki (czy blogerki?). W ten sposób wspieram też Wasze małe przedsiębiorstwa. A w każdą rzecz przez Was zrobioną, włożone jest tyyyyle serca ile ja wkładam wymyślając prezenty dla obdarowywanych. I doszłam do wniosku, że dużo większą radość sprawia mi robienie prezentów i obserwowanie reakcji obdarowywanych niż dostawanie.
A od czwartku Emilka pozna nowy świat jakim jest żłobek. Długo się zastanawiałam czy zostać jeszcze w domu z Emilką ale doszłam do wniosku, że szczęśliwa mama to spełniona mama. A ja muszę wyjść do ludzi, po prostu muszę. Jestem zwierzęciem towarzyskim. O tyle mam fajną (i nie fajną) pracę, że będę pracowała na dwie zmiany. Pierwsza od 8 rano a druga od 14. Więc łatwiej będzie mi zorganizować sobie czas i zajęcia. Co drugi tydzień jak będę do pracy śmigała na 14, zrobię zakupy, zajmę się domem i czas dla siebie będę miała. A Emilka w tym czasie będzie bawiła się z dziećmi i uczyła nowych rzeczy. Już bez problemu robi do nocnika tylko jeszcze nie umie powiedzieć, że chce. Za mała, żeby robić tylko do nocnika. Ale jak ja posadzę to od razu bez problemu robi co ma zrobić i finał. Idealne dziecko. Mówię Wam , idealne.
No to zmykam trochę poczytać póki dzieciątku śnią się Aniołki...
Jakiś czas temu poprosiłam Brises, żeby zrobiła dla mnie - dla Emilki taki notes do zapisywania słówek i powiedzonek Emilki. Powiecie, że Emilka jeszcze nie mówi. Ano nie mówi ale potem pomysł z głowy mi wyleci i gdzie wówczas będę to notowała? A tak już mam i mam pomysł jak te wpisy będą wyglądały. Prócz sytuacji i historyjek będą tam również zdjęcia. A jeśli Emilka będzie taka pomysłowa jak jej mamusia, to chyba już muszę u Brises zamówić kolejne notesy na złote myśli i sytuacje oraz pomysły Emilki...
A notes prezentuje się tak:
Zdjęcie zrobione przez Brises a ja w żadnych razie nie przypisuję sobie własności do zdjęcia. Resztę zdjęć i jak wygląda cały notes zobaczycie u czarodziejki Brises.
Pozostając w temacie dzieci. Brises zrobiła mi też ramkę ze zdjęciem Emilki. Ale pokażę ją Wam jak Brises pokaże ją u siebie. Ramka stoi na komodzie w sypialni i cieszy oko. Nie tylko mamy i taty Emilki ale każdego, kto nas odwiedza.
Już wiem, że takie ramki ze zdjęciem Emilki sprezentuję kilku osobom m.in chrzestnemu naszego szkraba i pradziadkom. A potem następne pomysły na prezenty i następne i następne... Żeby tylko Brises miała czas i ochotę tworzyć dla mnie te cudeńka...
Za dwa tygodnie wybieramy się na 1 urodziny Majeczki. To córka naszych znajomych. Prezent dla Majeczki już gotowy i za dwa dni będzie u mnie. Ale pokażę go Wam dopiero po 10 września, żeby mama Majeczki nie zobaczyła prezentu wcześniej niż to zaplanowałam. Oczywiście prezent to też rękodzieło, oryginalna i niepowtarzalna rzecz. Odkąd założyłam bloga i widzę, jakie rzeczy robicie, nie potrafię przejść obok tego obojętnie i jak tylko nadarza się okazja, to zamawiam u Was i mam. Bo nie robię już takich zakupów w normalnych sklepach tylko u Was, koleżanki blogowiczki (czy blogerki?). W ten sposób wspieram też Wasze małe przedsiębiorstwa. A w każdą rzecz przez Was zrobioną, włożone jest tyyyyle serca ile ja wkładam wymyślając prezenty dla obdarowywanych. I doszłam do wniosku, że dużo większą radość sprawia mi robienie prezentów i obserwowanie reakcji obdarowywanych niż dostawanie.
A od czwartku Emilka pozna nowy świat jakim jest żłobek. Długo się zastanawiałam czy zostać jeszcze w domu z Emilką ale doszłam do wniosku, że szczęśliwa mama to spełniona mama. A ja muszę wyjść do ludzi, po prostu muszę. Jestem zwierzęciem towarzyskim. O tyle mam fajną (i nie fajną) pracę, że będę pracowała na dwie zmiany. Pierwsza od 8 rano a druga od 14. Więc łatwiej będzie mi zorganizować sobie czas i zajęcia. Co drugi tydzień jak będę do pracy śmigała na 14, zrobię zakupy, zajmę się domem i czas dla siebie będę miała. A Emilka w tym czasie będzie bawiła się z dziećmi i uczyła nowych rzeczy. Już bez problemu robi do nocnika tylko jeszcze nie umie powiedzieć, że chce. Za mała, żeby robić tylko do nocnika. Ale jak ja posadzę to od razu bez problemu robi co ma zrobić i finał. Idealne dziecko. Mówię Wam , idealne.
No to zmykam trochę poczytać póki dzieciątku śnią się Aniołki...
czwartek, 25 sierpnia 2011
Projekt Kraszewski
Kilka dni temu dołączyłam do grona uczestników Projektu Kraszewski. A wszystko polega na tym, że czytamy i recenzujemy książki Kraszewskiego aby udowodnić, że Kraszewski nie jest nudny i da się go czytać.
Powodem, który mnie przekonał do przystąpienia do projektu był mój mały księgozbiór dzieł Józefa Kraszewskiego. Wiedziałam już od bardzo dawna, że mam w domu książki tego autora bo moja mama kocha jego twórczość. Ale dopiero niedawno postanowiłam skatalogować jego dzieła, które stoją na półce w moim domu.
No i wyszło, że mam, co następuje:
Barani Kożuszek: Opowiadanie historyczne z końca XVIII wieku
Boży gniew: Czasy Jana Kazimierza
Bracia rywale
Czarna Perełka: Powieść
Dwa światy
Dwie królowe: Bona i Elżbieta
Dziadunio: Obrazki naszych czasów
Dzieci wieku
Dziwadła: Powieść współczesna
Herod-baba: Opowiadanie dziadka
Historia o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie: Powieść z czasów Jana Sobieskiego
Historia prawdziwa o Petrku Właście palatynie, którego zwano Duninem: Opowiadanie historyczne z XII wieku
Infantka: Anna Jagiellonka
Król chłopów: Powieść historyczna z czasów Kazimierza Wielkiego
Lalki: Sceny przedślubne
Ładny chłopiec
Matka królów: Czasy Jagiełłowe
Półdiablę weneckie: Powieść od Adriatyku
Pułkownikówna: Historia prawdziwa z czasów saskich
Resurrecturi: Powieść w dwóch tomach
Roboty i prace
Sąsiedzi: Powieść z podań szlacheckich z końca XVIII wieku
Semko: Czasy bezkrólewia po Ludwiku: Jagiełło i Jadwiga
Serce i ręka: Powieść prawie historyczna
Skrypt Fleminga: Powieść historyczna z czasów Augusta II
Sprawa kryminalna: Powiastka
Stara baśń: Powieść z IX wieku
Starosta warszawski: Obrazy historyczne z XVIII wieku
Strzemieńczyk: Czasy Władysława Warneńczyka
Syn marnotrawny: Opowiadanie z końca XVIII wieku
Waligóra: Powieść historyczna z czasów Leszka Białego
Z życia awanturnika: Obrazki współczesne
Złote jabłko: Powieść
Złoty Jasieńko: Powieść współczesna
Zygzaki: Powieść
Razem sztuk 35 (słownie trzydzieści pięć). Dużo to czy mało? Skoro na jego liście lektur jest ponad 220 dzieł nie licząc antologii bajek... Kiedy ten człowiek zdążył to napisać?
Jeśli chcecie poznać twórczość JIK albo już znacie i lubicie to przystąpcie do Projektu Kraszewski i podzielcie się swoimi spostrzeżeniami po lekturze Kraszewskiego.
Powodem, który mnie przekonał do przystąpienia do projektu był mój mały księgozbiór dzieł Józefa Kraszewskiego. Wiedziałam już od bardzo dawna, że mam w domu książki tego autora bo moja mama kocha jego twórczość. Ale dopiero niedawno postanowiłam skatalogować jego dzieła, które stoją na półce w moim domu.
No i wyszło, że mam, co następuje:
Barani Kożuszek: Opowiadanie historyczne z końca XVIII wieku
Boży gniew: Czasy Jana Kazimierza
Bracia rywale
Czarna Perełka: Powieść
Dwa światy
Dwie królowe: Bona i Elżbieta
Dziadunio: Obrazki naszych czasów
Dzieci wieku
Dziwadła: Powieść współczesna
Herod-baba: Opowiadanie dziadka
Historia o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie: Powieść z czasów Jana Sobieskiego
Historia prawdziwa o Petrku Właście palatynie, którego zwano Duninem: Opowiadanie historyczne z XII wieku
Infantka: Anna Jagiellonka
Król chłopów: Powieść historyczna z czasów Kazimierza Wielkiego
Lalki: Sceny przedślubne
Ładny chłopiec
Matka królów: Czasy Jagiełłowe
Półdiablę weneckie: Powieść od Adriatyku
Pułkownikówna: Historia prawdziwa z czasów saskich
Resurrecturi: Powieść w dwóch tomach
Roboty i prace
Sąsiedzi: Powieść z podań szlacheckich z końca XVIII wieku
Semko: Czasy bezkrólewia po Ludwiku: Jagiełło i Jadwiga
Serce i ręka: Powieść prawie historyczna
Skrypt Fleminga: Powieść historyczna z czasów Augusta II
Sprawa kryminalna: Powiastka
Stara baśń: Powieść z IX wieku
Starosta warszawski: Obrazy historyczne z XVIII wieku
Strzemieńczyk: Czasy Władysława Warneńczyka
Syn marnotrawny: Opowiadanie z końca XVIII wieku
Waligóra: Powieść historyczna z czasów Leszka Białego
Z życia awanturnika: Obrazki współczesne
Złote jabłko: Powieść
Złoty Jasieńko: Powieść współczesna
Zygzaki: Powieść
Razem sztuk 35 (słownie trzydzieści pięć). Dużo to czy mało? Skoro na jego liście lektur jest ponad 220 dzieł nie licząc antologii bajek... Kiedy ten człowiek zdążył to napisać?
Jeśli chcecie poznać twórczość JIK albo już znacie i lubicie to przystąpcie do Projektu Kraszewski i podzielcie się swoimi spostrzeżeniami po lekturze Kraszewskiego.
środa, 24 sierpnia 2011
Pam Jenoff "Dziewczyna komenda" i "Żona dyplomaty".
Kilka lat temu w moje ręce trafiła "Żona dyplomaty" Pam Jenoff. Od razu trafiła do mojej biblioteczki jako ulubiona. Teraz jestem świeżo po lekturze "Dziewczyny komendanta" a czytając ją uświadomiłam sobie, że tę pozycję Pam Jenoff też już czytałam. Też trafi do ulubionych.
1 września 1939 roku świat młodej Żydówki Emmy Bau legł w gruzach. Jej nowo poślubiony mąż, Jakub, działacz ruchu oporu, musi się ukrywać. Rodzina trafia do getta. W wyniku splotu niezwykłych wydarzeń Emma nie dzieli tragicznego losu swoich rodaków, tylko z nowymi dokumentami - jako Polka Anna Lipowska - rozpoczyna życie w okupowanym Krakowie. Pragnie w ukryciu przeczekać wojenną zawieruchę, lecz nie jest jej to dane. Pewnego dnia zostaje przedstawiona komendantowi Georgowi Richwalderowi aby zostać jego asystentką w biurze na Wawelu. Emma zaczyna też współpracować z ludźmi podziemia i staje przed poważnymi dylematami. By ratować siebie i innych musi zbrukać wszystko, co dla niej święte.
Jak to się stało, że przeżyłam, gdy tylu innych zginęło? Dlaczego właśnie ja? Europa 1945 rok. Cudem ocalała po koszmarze nazistowskiego obozu Marta Nederman powoli wraca do zdrowia i równowagi psychicznej. Poznaje amerykańskiego żołnierza Paula, którego miłość przywraca jej wiarę w sens życia. Marta znów zaczyna marzyć i snuć plany na przyszłość, zachodzi w ciążę. Niestety tragiczna śmierć Paula niszczy nadzieje na szczęście. Zrozpaczona Marta odnajduje wreszcie ukojenie w małżeństwie z brytyjskim dyplomatą Simonem, z którym udaje jej się stworzyć wspaniały, ciepły dom. Jednak los jeszcze raz okrutnie z niej zadrwi i wystawi ją na ciężką próbę. Marta pragnie pomóc brytyjskiemu wywiadowi w zdemaskowaniu komunistycznego szpiega, ale to oznacza powrót do znienawidzonej i okrutnej przeszłości...
Obydwa dzieła autorki uznaję za bardzo dobre. Przy ocenie nie biorę pod uwagę faktów z książek. Moją ulubioną tematyką w książkach jest okres wojenny i międzywojenny więc jestem w swoim żywiole.
Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że "Żona dyplomaty" jest kontynuacją "Dziewczyny komendanta". Tak się stało, że ja najpierw przeczytałam "Żonę ..." a potem "Dziewczynę ...". Książki łączą lata, kiedy rzecz się dzieje i Marta, główna bohaterka "Żony dyplomaty". I mogę Was zapewnić, że śmiało możecie przeczytać książki w dowolnej kolejności. Nie są one ze sobą powiązane w sposób uniemożliwiający przeczytanie drugiej książki bez znajomości pierwszej.
Dlaczego napisałam, że przy ocenie obydwu dzieł autorki nie biorę pod uwagę faktów? A to dlatego, że autorka nie opiera się na faktach. Bo skąd główna bohaterka Emma miałaby mieć pomarańcze? Bo jakim cudem w sklepach można było dostać zabawki albo wybrzydzać na targu kupując warzywa? To są drobnostki, które jednych mogą i rażą w oczy a inni nie zwracają na to uwagi bo wiedzą, że jest to literacka fikcja.
Zresztą. Autorka sama pisze w książce o swoich odczuciach dotyczących tamtych czasów: "... W trakcie pisania uświadomiłam sobie, że pojęcie historycznej fikcji można uznać za oksymoron. Wymyślając postacie i wydarzenia, dokładałam wszelkich starań, aby wyrazić prawdziwy stan ducha ludzi, którzy żyli i umierali podczas II wojny światowej i Holokaustu. Starałam się w sposób rzeczywisty oddać pełen zakres siły, słabości i emocji, jakie wydobywają z człowieka niezwykłe wydarzenia i okoliczności. Na koniec pragnę wyrazić bezgraniczny podziw dla żydowskich społeczności Polski oraz całej Środkowej i Wschodniej Europy w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wasze bohaterskie zmagania stanowią dla nas wszystkich nieustanną inspirację."
Słowa autorki pochodzą z książki "Dziewczyna komendanta" i są podziękowaniami.
Również wydawnictwo Mira na wstępie zaznacza, że jest to powieść widziana oczami młodej Żydówki Emmy a nie osadzona w realiach okupacyjnych czy paradokumentalna.
I jeśli jako taką przeczytacie tę powieść, będziecie nią zachwyceni.
Zobaczycie jak to było za czasów wojny, ile emocji kosztowało wszystkich życie wśród hitlerowców i okupanta. Każdy Żyd musiał myśleć o bezpieczeństwie swoim i swoich bliskich. I nawet, jeśli trzeba było złamać święte zasady wiary i swojej moralności to cel uświęcał środki.
Mi trudno byłoby żyć w tamtych czasach. Na szczęście nie musiałam i nie muszę. Mam nadzieję, że nie będę musiała ani ja ani moje dzieci i wnuki...
Miała być recenzja a wyszedł wywód.
Obydwie książki polecam z racji poruszanej tematyki. Przy okazji czytelnik odpowie sobie na pytanie, jaka jest jego moralność i zasady wiary? Ile zrobiłby dla siebie i innych? Czy byłby w stanie ryzykować własne życie by inne uratować? I na ile jesteśmy silni a na ile słabi?
Zdjęcia i opisy pochodzą z portalu lubimyczytac.pl i z okładki książek.
1 września 1939 roku świat młodej Żydówki Emmy Bau legł w gruzach. Jej nowo poślubiony mąż, Jakub, działacz ruchu oporu, musi się ukrywać. Rodzina trafia do getta. W wyniku splotu niezwykłych wydarzeń Emma nie dzieli tragicznego losu swoich rodaków, tylko z nowymi dokumentami - jako Polka Anna Lipowska - rozpoczyna życie w okupowanym Krakowie. Pragnie w ukryciu przeczekać wojenną zawieruchę, lecz nie jest jej to dane. Pewnego dnia zostaje przedstawiona komendantowi Georgowi Richwalderowi aby zostać jego asystentką w biurze na Wawelu. Emma zaczyna też współpracować z ludźmi podziemia i staje przed poważnymi dylematami. By ratować siebie i innych musi zbrukać wszystko, co dla niej święte.
Jak to się stało, że przeżyłam, gdy tylu innych zginęło? Dlaczego właśnie ja? Europa 1945 rok. Cudem ocalała po koszmarze nazistowskiego obozu Marta Nederman powoli wraca do zdrowia i równowagi psychicznej. Poznaje amerykańskiego żołnierza Paula, którego miłość przywraca jej wiarę w sens życia. Marta znów zaczyna marzyć i snuć plany na przyszłość, zachodzi w ciążę. Niestety tragiczna śmierć Paula niszczy nadzieje na szczęście. Zrozpaczona Marta odnajduje wreszcie ukojenie w małżeństwie z brytyjskim dyplomatą Simonem, z którym udaje jej się stworzyć wspaniały, ciepły dom. Jednak los jeszcze raz okrutnie z niej zadrwi i wystawi ją na ciężką próbę. Marta pragnie pomóc brytyjskiemu wywiadowi w zdemaskowaniu komunistycznego szpiega, ale to oznacza powrót do znienawidzonej i okrutnej przeszłości...
Obydwa dzieła autorki uznaję za bardzo dobre. Przy ocenie nie biorę pod uwagę faktów z książek. Moją ulubioną tematyką w książkach jest okres wojenny i międzywojenny więc jestem w swoim żywiole.
Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że "Żona dyplomaty" jest kontynuacją "Dziewczyny komendanta". Tak się stało, że ja najpierw przeczytałam "Żonę ..." a potem "Dziewczynę ...". Książki łączą lata, kiedy rzecz się dzieje i Marta, główna bohaterka "Żony dyplomaty". I mogę Was zapewnić, że śmiało możecie przeczytać książki w dowolnej kolejności. Nie są one ze sobą powiązane w sposób uniemożliwiający przeczytanie drugiej książki bez znajomości pierwszej.
Dlaczego napisałam, że przy ocenie obydwu dzieł autorki nie biorę pod uwagę faktów? A to dlatego, że autorka nie opiera się na faktach. Bo skąd główna bohaterka Emma miałaby mieć pomarańcze? Bo jakim cudem w sklepach można było dostać zabawki albo wybrzydzać na targu kupując warzywa? To są drobnostki, które jednych mogą i rażą w oczy a inni nie zwracają na to uwagi bo wiedzą, że jest to literacka fikcja.
Zresztą. Autorka sama pisze w książce o swoich odczuciach dotyczących tamtych czasów: "... W trakcie pisania uświadomiłam sobie, że pojęcie historycznej fikcji można uznać za oksymoron. Wymyślając postacie i wydarzenia, dokładałam wszelkich starań, aby wyrazić prawdziwy stan ducha ludzi, którzy żyli i umierali podczas II wojny światowej i Holokaustu. Starałam się w sposób rzeczywisty oddać pełen zakres siły, słabości i emocji, jakie wydobywają z człowieka niezwykłe wydarzenia i okoliczności. Na koniec pragnę wyrazić bezgraniczny podziw dla żydowskich społeczności Polski oraz całej Środkowej i Wschodniej Europy w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wasze bohaterskie zmagania stanowią dla nas wszystkich nieustanną inspirację."
Słowa autorki pochodzą z książki "Dziewczyna komendanta" i są podziękowaniami.
Również wydawnictwo Mira na wstępie zaznacza, że jest to powieść widziana oczami młodej Żydówki Emmy a nie osadzona w realiach okupacyjnych czy paradokumentalna.
I jeśli jako taką przeczytacie tę powieść, będziecie nią zachwyceni.
Zobaczycie jak to było za czasów wojny, ile emocji kosztowało wszystkich życie wśród hitlerowców i okupanta. Każdy Żyd musiał myśleć o bezpieczeństwie swoim i swoich bliskich. I nawet, jeśli trzeba było złamać święte zasady wiary i swojej moralności to cel uświęcał środki.
Mi trudno byłoby żyć w tamtych czasach. Na szczęście nie musiałam i nie muszę. Mam nadzieję, że nie będę musiała ani ja ani moje dzieci i wnuki...
Miała być recenzja a wyszedł wywód.
Obydwie książki polecam z racji poruszanej tematyki. Przy okazji czytelnik odpowie sobie na pytanie, jaka jest jego moralność i zasady wiary? Ile zrobiłby dla siebie i innych? Czy byłby w stanie ryzykować własne życie by inne uratować? I na ile jesteśmy silni a na ile słabi?
Zdjęcia i opisy pochodzą z portalu lubimyczytac.pl i z okładki książek.
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Stosik fantastycznie fantastyczny
Ano po tytułach można się zorientować, że fantastyczny a prezentuje się na zdjęciu tak:
Z racji, że biblioteka miejska wciąż się rozbudowuje i jest nieczynna, poszłam oddać książki do filii biblioteki. I przy okazji pożyczyłam kolejne.
Od góry zaczynając:
- "Dziewczyna komendanenta" Pam Jenoff - z biblioteki
- "Kapłanka w bieli" Trudi Canava tom 1 - z biblioteki
- "Ostatnia z dzikich" Trudi Canavan tom 2 - z biblioteki
- "Misja ambasadora" Trudi Canavan tom 1 - z biblioteki
- "Król demon" Cinda Williams Chima - zakup własny
Szkoda, że nie dostałam od razu całych trylogii. Ale książki cieszą się na tyle dużym zainteresowaniem, że wolałam brać to co było niż potem znowu na nie czekać.
I znowu mam dylemat książkoholiczki. Teraz czytam "Złodziejkę książek". Jak skończę, to którą książkę czytać jako następną? Żeby tylko takie problemy były to świat byłby idealny. Eh...
Jak ja żałuję, że nie mogę wziąć się od razu za czytanie bo Emilka śmiga po podłodze i potrzebuje mojego zainteresowania. Ale wieczorem choćby nie wiem co, jak Emilka będzie już w łóżeczku leżała a ja będę wykąpana, nikt i nic mnie od książki nie oderwie. Nawet mąż nie będzie mógł liczyć na moją uwagę. Im szybciej skończę "Złodziejkę książek" tym szybciej zacznę... No właśnie. Którą zacznę?
Denerwowały mnie wszystkie książki, które mam do przeczytania bo leżą gdzie tylko jest miejsce. Na szafce, pod telewizorem, w wiklinowym koszyku, przy łóżku na szafce nocnej... A że kupiłam ostatnio dwa wielkie pudła w IKEI na ubranka Emilki, które są już za małe to wykorzystałam pudło. Książki leżą teraz w pudle i czekają na swoją kolej. A że nie potrafię oprzeć się przed posiadaniem następnych to ich pięć minut może długo nie nadejść. Są priorytety oczywiście. Z biblioteki i pożyczone w pierwszej kolejności. A potem długo, długo nic i dopiero te, które są moją własnością.
Z racji, że biblioteka miejska wciąż się rozbudowuje i jest nieczynna, poszłam oddać książki do filii biblioteki. I przy okazji pożyczyłam kolejne.
Od góry zaczynając:
- "Dziewczyna komendanenta" Pam Jenoff - z biblioteki
- "Kapłanka w bieli" Trudi Canava tom 1 - z biblioteki
- "Ostatnia z dzikich" Trudi Canavan tom 2 - z biblioteki
- "Misja ambasadora" Trudi Canavan tom 1 - z biblioteki
- "Król demon" Cinda Williams Chima - zakup własny
Szkoda, że nie dostałam od razu całych trylogii. Ale książki cieszą się na tyle dużym zainteresowaniem, że wolałam brać to co było niż potem znowu na nie czekać.
I znowu mam dylemat książkoholiczki. Teraz czytam "Złodziejkę książek". Jak skończę, to którą książkę czytać jako następną? Żeby tylko takie problemy były to świat byłby idealny. Eh...
Jak ja żałuję, że nie mogę wziąć się od razu za czytanie bo Emilka śmiga po podłodze i potrzebuje mojego zainteresowania. Ale wieczorem choćby nie wiem co, jak Emilka będzie już w łóżeczku leżała a ja będę wykąpana, nikt i nic mnie od książki nie oderwie. Nawet mąż nie będzie mógł liczyć na moją uwagę. Im szybciej skończę "Złodziejkę książek" tym szybciej zacznę... No właśnie. Którą zacznę?
Denerwowały mnie wszystkie książki, które mam do przeczytania bo leżą gdzie tylko jest miejsce. Na szafce, pod telewizorem, w wiklinowym koszyku, przy łóżku na szafce nocnej... A że kupiłam ostatnio dwa wielkie pudła w IKEI na ubranka Emilki, które są już za małe to wykorzystałam pudło. Książki leżą teraz w pudle i czekają na swoją kolej. A że nie potrafię oprzeć się przed posiadaniem następnych to ich pięć minut może długo nie nadejść. Są priorytety oczywiście. Z biblioteki i pożyczone w pierwszej kolejności. A potem długo, długo nic i dopiero te, które są moją własnością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



